Skorowidz spraw Incydenty
Trzy spotkania Janka B. z niewyjaśnionym
Mieszkaniec Osetnika opowiedział o trzech zdarzeniach z dzieciństwa – „samochodzikach” wyjeżdżających spod ziemi, żółtym „talerzu”, który wylądował na boisku i zostawił wypalone koło, oraz płonącym „ptaku nie ptaku” nad szosą do Chwalęcina.
Janek B. ma obecnie 45 lat, wciąż zamieszkuje w Osetniku. Ukończył szkołę podstawową, pracuje w gospodarstwie rolnym pana J. W.
I doświadczenie – sierpień 1978
Najprawdopodobniej jest rok 1978, godz. 12:00–13:00, sierpień. Janek, lat 11, wybrał się wraz z kolegą Piotrem Ł., lat 9, na gruszki, które rosły na polu koło kapliczki przy trasie Osetnik–Chwalęcin. Pojechali rowerami. Rowery zostawili przed kapliczką. Przeszli szosę i przy polu J. W. nazbierali gruszek. Wracali, kiedy Janek spojrzał w lewo na pola.
Za rzeką, na polu należącym do PGR Dąbrówka, zobaczył wynurzające się z ziemi „samochodziki”.
Zaczęły wyjeżdżać spod ziemi – powiedział Janek – 4–5 sztuk. Wyjechały i stały w miejscu. Jak to coś zobaczyłem, to ze strachu rzuciliśmy gruszki, dobiegliśmy do rowerów i pędem pojechaliśmy do swoich domów. Ja opowiedziałem o tym ojcu. On ze mną pojechał, lecz nic już nie było widać, a ojciec powiedział, że mi się przewidziało. Piotr obecnie mieszka na Śląsku, dawno go nie widziałem. Nie wiem, czy pamiętałby tamto zdarzenie.
II doświadczenie – lato, ok. 1985
Gmina Orneta, Osetnik, lato (lipiec, sierpień), rok mw. 1985, Janek miał wtedy 15 lat. Wybrał się pod wieczór z domu do Klubu Rolnika (czynny w godz. 18:00–22:00). Kiedy znajdował się już przy przystanku PKS, usłyszał jakiś dźwięk, spojrzał w górę i zobaczył „talerz” koloru żółtego, który lądował na boisku sportowym, na górce, po drugiej stronie szosy. Janek pobiegł do klubu, zawołał kolegę Mirka K. Razem wybiegli i jakiś czas przyglądali się z odległości ok. 100–150 m stojącemu już na polu pojazdowi. Janek mówił:
Talerz wydawał buczący dźwięk, miał kopułę u góry, widziałem też na dole pomarańczowe światła, był oświetlony. Usłyszałem huk i zaraz wystartował z dużą szybkością pionowo do góry i znikł. Byłem ciekawy, co to takiego, ale bałem się iść na górkę, żeby zobaczyć. Poszedłem jednak na drugi dzień. Na boisku, w tym miejscu, gdzie widziałem talerz, była wypalona trawa, tak jakby przyparzyło ją coś o wysokiej temperaturze. Średnica tego zaznaczonego koła wynosiła ok. 3 m.
III doświadczenie – lato 1986
Rok po zdarzeniu z „talerzem”, w roku 1986, latem, 16-letni Janek szedł z Osetnika szosą w stronę Chwalęcina. Kiedy był już na górce za pierwszą kapliczką, usłyszał jakiś dźwięk, coś jak szum, spojrzał do góry i zobaczył, jak na wysokości ok. 200 m leci „ptak nie ptak”, cały w ogniu.
Nie wiem, co to było – powiedział Janek. – Palący się samolot zostawiałby za sobą czarną smugę. Stanąłem przy drzewie i wyraźnie widziałem to coś, podobne w kształcie do ptaka, ok. 2 m długości. Płonęło, ale nie widać było dymu. Leciało z taką szybkością jak ptaki, raczej powoli, w kierunku na gospodarstwo M., z południa na północ. Nie poszedłem już do Chwalęcina, zawróciłem z powrotem, bo się przestraszyłem.
Spisała: D. J.
Źródło Relacja świadka spisana przez D. J. – „Przygoda Janka B. z niewyjaśnionym” (dokument tekstowy, 2012) z teczki sprawy Orneta 2012. Brak zdjęć.