Skorowidz spraw Obserwacje
Czarna litera „M” nad Kowalami Oleckimi
Członek WMGU, wychodząc wieczorem po kurtkę do samochodu, zobaczył nad drzewami płaski, czarny obiekt w kształcie litery „M” z siedmioma bladymi światłami. Przesunął się bezgłośnie z zachodu na wschód w ciągu kilkunastu sekund.
Zgłoszenie świadka
Kilka godzin po zdarzeniu świadek napisał do grupy:
Witam serdecznie, spieszę poinformować o obserwacji obiektu, który przeleciał niemal nad moją głową w piątek wieczorem. Wyszedłem z domu do samochodu, aby zabrać z niego picie. Podniosłem głowę do góry, niebo było piękne, czyli czyste i gwieździste, i całkowita cisza, słychać tylko było cykanie świerszczy. W pewnej chwili moją uwagę przykuło coś dziwnego na tle rozgwieżdżonego nieba – sunął obiekt przysłaniający gwiazdy. Pomyślałem, że to samolot, ale po mimo dość niewielkiej odległości od ziemi, tj. ok. 100 m, nie było słychać żadnego dźwięku, nawet szelestu, tylko ciemny zarys obiektu i delikatnie jarzące się światła. Wielkość obiektu zbliżona do większych samolotów osobowych. Dołączam szkic. Obiekt leciał ze wschodu na zachód, po trochę krótce to tyle, może ktoś zaobserwował w tym czasie coś podobnego. Pozdrawiam. Tomek
[W zgłoszeniu kierunek lotu to „ze wschodu na zachód”, w opracowaniu – „z zachodu na wschód”.]
Miejsce i okoliczności obserwacji
Wczesnym sierpniowym wieczorem p. Tomasz wyszedł na podwórze swojego domu. Podszedł do samochodu, aby wyjąć z niego zostawioną tam wcześniej kurtkę. Gdy zamykał drzwi, spojrzał na rozgwieżdżone niebo. To, co zobaczył, spowodowało, że przeszedł go dreszcz. Na niebie tuż nad drzewami zobaczył czarny obiekt w kształcie litery „M”, który sunął po niebie.
Obserwacja miała miejsce 21 sierpnia 2009 w Kowalach Oleckich około godziny 21:40. Kowale Oleckie to miejscowość położona w północno-wschodniej części Mazur (Mazury Garbate). Od granicy z Obwodem Kaliningradzkim dzieli je niespełna 30 km. Miejscem, z którego p. Tomasz obserwował obiekt, był teren jego podwórka obok domu.
Tutaj należy dodać, że świadek zdarzenia – p. Tomasz Skorupski – od wielu lat należy do grona osób zainteresowanych wszelkimi niezwykłymi zjawiskami. Parę lat wcześniej udało mu się sfilmować przelot NNOL-a podczas burzy (zob. Kowale Oleckie 2004). W swojej kolekcji ma on także wiele zdjęć z dziwnymi obiektami i światłami. Z racji swoich zainteresowań i doświadczeń o wiele częściej niż zwykli ludzie spogląda on w niebo w poszukiwaniu czegoś niezwykłego.
Tego wieczoru było podobnie. Około godziny 21:40 p. Tomasz wyszedł na podwórko przed swoim domem. Pogoda była bezwietrzna, niebo bezchmurne. Wokół panowała cisza, przerywana tylko cykaniem świerszczy. Było już dość ciemno; w tym dniu Słońce zaszło o godz. 19:49. Po wyjęciu z samochodu kurtki, której zapomniał zabrać, swoim zwyczajem spojrzał w niebo i… znieruchomiał. Na wysokości ok. 60–70 metrów spostrzegł lecący sporych rozmiarów czarny obiekt.
Wygląd obiektu
Obiekt swoim kształtem przypominał obróconą o 90 stopni wielką literę „M” (lub też „W” – ale zostańmy przy skojarzeniu świadka). Obiekt poruszał się, a raczej sunął po niebie, z zachodu na wschód. Odległość do obiektu p. Tomasz ocenił na około 100–120 metrów. Sam obiekt był koloru głębokiej matowej czerni, o przybliżonych wymiarach około 10 × 7 metrów. Pan Tomasz odniósł wrażenie, że obiekt pomimo swoich rozmiarów był zupełnie płaski – „jak kartka papieru” (określenie świadka). Na swoich ramionach miał symetrycznie rozmieszczone 6 bladożółtych świateł, nieco ciemniejszych od widocznych gwiazd (po 3 na każdym ramieniu). Siódme światło umieszczone było pośrodku obiektu. Pozostała część czarnych ramion była nieprzezroczysta – nie było poprzez nie widać gwiazd. Obiekt poruszał się z prędkością ok. 80 km/h, nie wydając przy tym żadnego, nawet najmniejszego dźwięku.
Świadek początkowo określił czas przelotu obiektu w polu jego widzenia na około 1 minutę. Jednak w trakcie przeprowadzonej wizji lokalnej, biorąc pod uwagę prędkość obiektu, jego wysokość i warunki terenowe – czas ten nie mógł wynieść więcej niż 20–25 sekund. Ten czas wystarczył jednak p. Tomkowi na zapamiętanie wielu szczegółów na tyle, aby sporządzić dość dokładny szkic.

Refleksje świadka
Podczas swojej obserwacji świadek odczuwał – jak sam przyznaje – przede wszystkim ciekawość. Odczucie strachu pojawiło się u niego dopiero po całym zdarzeniu. W trakcie tej krótkiej obserwacji świadek nie zawahał się przebiec kilku metrów w kierunku obiektu, gdy ten oddalał się, bo pozwoliło mu to na nieznaczne wydłużenie czasu obserwacji. Pan Tomasz nie zauważył, żeby zdarzenie wywarło jakiś wpływ na zwierzęta (pies i koty) znajdujące się w obejściu. Podkreślaną cechą zdarzenia była niezwykła cisza, panująca podczas obserwacji, której nie „uszanowały” tylko cykające świerszcze.
Zaraz po zdarzeniu świadek pobiegł do domu, opowiadając domownikom o swoim przeżyciu. Chwilę potem sporządził też powyższy szkic. Nieco później udał się ponownie na podwórze i obszedł najbliższą okolicę w poszukiwaniu ewentualnych innych świadków zdarzenia. Niestety, nie dało to rezultatu, podobnie jak dzienne poszukiwania, przeprowadzone nazajutrz. Przez kolejnych kilka dni w przybliżonej porze obserwacji p. Tomasz wychodził na podwórze z zamiarem ponownej obserwacji obiektu lub innego zjawiska. Tym razem jednak strach wziął górę nad ciekawością i obserwację świadek prowadził „bezpiecznie” spod dachu swojej drewutni. Żaden obiekt jednak już się nie pojawił.
Inne zdarzenia w okolicy
Okolice Kowali Oleckich nie są miejscem pozbawionym innych niezwykłych zdarzeń, które miały tu miejsce i zostały odnotowane w naszym archiwum:
- rok 1979 – obserwacja typu „NL”, przelot pięciu kul opadających ku ziemi,
- lipiec 2002 – przelot obiektu typu „DD” – Kowale Oleckie,
- maj 2004 – przelot „NNOL” sfilmowany podczas burzy – Kowale Oleckie,
- rok 2008 – przelot NOL-a sfilmowany nad jez. Wielkim Oleckim,
- marzec 2009 – sfilmowany przelot 2 obiektów pozostawiających smugi,
- zbiór wydarzeń w okolicach miejscowości Szeszki (w trakcie rejestracji).
Próba wyjaśnienia zdarzenia
Czym mógł być obiekt? W naszym odczuciu nie jest to sprawa jednoznaczna. Najprostszym wyjaśnieniem byłoby uznanie obiektu za nieznany rodzaj samolotu rodzimej konstrukcji lub naszych bliskich sąsiadów z Obwodu Kaliningradzkiego. Czy podkreślana przez świadka jedna z cech obiektu – „grubość kartki papieru” – miałaby tu zastosowanie? Podobne czarne obiekty były widywane w wielu innych miejscach na świecie – najczęściej w kształcie litery „V” lub trójkąta. Polska nie należy tu do wyjątków. W ubiegłym roku trójkątne obiekty widziane były w okolicach Sandomierza, Gdańska i Sulejówka. W latach poprzednich latające trójkąty widziano w okolicach Krakowa (1973), Świstówki w Tatrach (1973), Czarnkowa (1983) czy Słupska (1985). W 2003 roku trójkątny obiekt pojawił się nad Bartoszycami, gdzie obserwowało go pięcioro świadków, a w 2007 nad Rzeszowem. Kształt litery „M” jako latającego obiektu został zaobserwowany w okolicach Tczewa, we wrześniu 1978 roku (K. Piechota, B. Rzepecki – „UFO nad Polską”, wyd. Nolpress 1996). Czy czegoś to dowodzi? Przeciwnie – naszym zdaniem rozszerza tylko różnorodność kształtów obserwowanych obiektów.
Próbując znaleźć wyjaśnienie pochodzenia obiektu, spróbowaliśmy także metod niekonwencjonalnych. Korzystając z wieloletniego doświadczenia współpracującego z nami radiestety, poddaliśmy zbadanie zdarzenia jego zdolnościom. Oto niektóre z uzyskanych przez niego informacji:
- obiekt był rodzajem cienia – „projekcji” dwuwymiarowej (ale nie hologramem dwuwymiarowym), pozostawionym przez coś nieznanego,
- był niematerialny (nie miał cech jakiegokolwiek przedmiotu – brak witalności),
- nie był to wytwór obcej cywilizacji,
- bezzałogowy,
- obserwacja była czystym przypadkiem, jednak pojawienie się obiektu było związane z przekazem jakiejś informacji – na pewno nie dla świadka,
- pochodzenie pozaziemskie – nie jest to żadna inna technologia, ale nieznane zjawisko pozaziemskie lub coś podobnego,
- nie uzyskano odpowiedzi co do procentowego określenia trafności widzianego obiektu w odniesieniu do sporządzonego szkicu,
- uzyskano 100-procentowe potwierdzenie, że świadek obiekt widział.
Ogólnie podczas badania radiesteta napotkał wiele nieznanych mu – pomimo dużego doświadczenia – trudności. Pojawiło się kilka sprzeczności, np.: sam obiekt został określony jako dwuwymiarowy, ale już przyczyna lub efekt jego zauważenia miał 6 lub 7 wymiarów.
Podsumowanie
Mamy tu niewątpliwie do czynienia z obiektem, którego pochodzenia nie da się zidentyfikować. Wiarygodność świadka i jego relacja nie budzi zastrzeżeń. Wyszukiwanie podobieństw do innych przypadków i tak niewiele da, bo one też nie znalazły wyjaśnienia. Pozostaje nam tylko odnotowanie tego zdarzenia i snucie nowych hipotez. Pewnie byłoby to zbyt proste, gdyby można było precyzyjnie określić, czym był ten obiekt, skąd przybył i w jakim celu. A więc zabawa trwa dalej…
Na podstawie relacji świadka – p. Tomasza Skorupskiego
opracował B. Zabielski
Źródło Opracowanie WMGU (2009) na podstawie relacji świadka, Tomasza Skorupskiego, oraz jego pierwotne zgłoszenie e-mailowe.